ZUS doprowadza chorych do długów i śmierci? Zachorowali, a ZUS potraktował ich gorzej niż pracodawca, który nie wypłaca pensji.

ZUS doprowadza chorych do długów i śmierci? Zachorowali, a ZUS potraktował ich gorzej niż pracodawca, który nie wypłaca pensji.

W lipcu 2020 roku w mediach pojawiły się reportaże i sygnały, że ZUS kolejny raz zachowuje się gorzej niż pracodawcy-oszuści, którzy nie wypłacają pracownikom pensji. Postępowanie Zakładu narusza nie tylko dobre obyczaje, ale może być brutalnym i bestialskim gwałtem na sprawiedliwości i uczciwości społecznej.

O tym, że ZUS to piramida finansowa media i politycy mówią od lat (więcej na ten temat możecie przeczytać w naszym reportażu o nękaniu przez ZUS przedsiębiorców – wystarczy kliknąć), ale dopiero teraz ubezpieczeni przekonali się, że więcej empatii można było uzyskać od prezesów Amber Gold niż od osób zatrudnionych w Zakładzie. Jest sierpień, a chorzy czekają na wypłatę świadczeń chorobowych z kwietnia, niektórzy czekają od stycznia.

TVN24 alarmuje społeczeństwo, że ZUS praktykuje nieuczciwość i niesprawiedliwość społeczną

TVN24 17 lipca 2020 opublikował reportaż, w którym poinformował, że zgłaszają się do nich ludzie, którym zdarzyło się wielkie nieszczęście zachorowania i lekarz wysłał ich na L4. ZUS zawsze kombinował, aby nie wypłacać obowiązujących go świadczeń w terminie, mimo, że w drugą stronę potrafi nazwać oszustem każdego kto chociaż jeden dzień spóźni się z opłaceniem składki. To co dzieje się w tym roku przechodzi ludzkie pojęcie, a przynajmniej taki wniosek wysuwa się po materiale opublikowanym przez TVN24.

Reporterzy opowiedzieli historię osoby, której 30-dniowy termin Zakładu na wypłatę należnego jej świadczenia za L4 minął w kwietniu. 17 lipca 2020 nadal nie dostała pieniędzy. To dwa i pół miesiąca w czasie których ta osoba pozbawiona jest nie tylko środków do życia, ale przede wszystkim możliwości leczenia swojej choroby.

Nikt przecież za darmo nie będzie takiej osoby leczył, ani nie da jej “na zeszyt” leków. Te z kolei mogą decydować o życiu i śmierci. Los ubezpieczonych wydaje się być jednak nic nie wart dla prawdopodobnie bezdusznych osób pracujących w Zakładzie Ubezpieczeń Społecznych.

Rzecznik Praw Obywatelskich sugeruje, że przez przewlekłość ZUS doprowadza ludzi do ubóstwa i wpędza w spiralę długów

TVN24 wskazał, że również do Rzecznika Praw Obywatelskich wpływają skargi ludzi. Nie można się im dziwić, że czują się oszukani przez Zakład, który przy każdej możliwej okazji mówi o sobie, że jest strażnikiem sprawiedliwości społecznej. Tysiące osób, których ZUS skrzywdził swoją, często złośliwą, przewlekłością czuje się oszukanych. Rzecznik Praw Obywatelskich.

W ostatnim czasie znacznie wrosła liczba wniosków do Rzecznika Praw Obywatelskich zawierających skargi na działania ZUS w przedmiocie kilkumiesięcznych oczekiwań na wypłatę świadczeń z ubezpieczenia chorobowego, w szczególności zasiłków chorobowych i zasiłków macierzyńskich” – twierdzi zastępca Rzecznika Praw Obywatelskich i dodaje – długotrwałość postępowania przy rozpoznawaniu wniosków wpływa na sytuację finansową wnioskodawców”. “W wielu przypadkach osoby skarżące się to samotne matki, dla których brak środków pieniężnych prowadzi do ubożenia i wpadania w spiralę zadłużenia związaną z niemożnością spłacania swoich zobowiązań finansowych, nie wspominając o konieczności pokrywania bieżących wydatków życia codziennego”

Do sprawy odniósł się Rzecznik Prasowy ZUSU Paweł Żebrowski:

Nigdy nie mieliśmy do czynienia z takim lawinowym wzrostem wniosków po wszelkiego rodzaju zasiłki – powiedział i dodał – Jeżeli chodzi o Zakład Ubezpieczeń Społecznych, staramy się robić wszystko, żeby te pieniądze były wypłacane na bieżąco i żeby te pieniądze trafiły do uprawnionych osób. Tam, gdzie ewentualnie w pojedynczych przypadkach były opóźnienia, za to mogę serdecznie przeprosić, ale z taką sytuacją nigdy nie mieliśmy do czynienia, z takim lawinowym wzrostem tych wniosków po wszelkiego rodzaju zasiłki.

My w ostatnich tygodniach zrobiliśmy naprawdę wszystko, żeby te wnioski były rozpatrywane jak najszybciej – zapewnił Żebrowski. Rzecznik ZUS wyjaśnił, że została zaangażowana dodatkowa liczba osób do rozpatrywania wniosków. – Nierzadko te osoby pracowały w godzinach nadliczbowych, nierzadko pracowały też w weekendy – zwrócił uwagę Paweł Żebrowski.

Czy ZUS oszukuje opinię publiczną?

Przede wszystkim zwrócić należy uwagę, że Zakład Ubezpieczeń Społecznych to nie jest garażowe przedsiębiorstwo, czy stragan z kartoflami przy wylotówce na Warszawę. To profesjonalny uczestnik obrotu gospodarczego. Instytucja, która na procesach sądowych z matkami prowadzącymi działalności gospodarcze wyzywa je od oszustek i wyłudzaczy, a siebie nazywa strażnikiem uczciwości społecznej i najwyższym bastionem cnót, etyki i moralności.

To w końcu też instytucja Skarbu Państwa, a jak sama o sobie mówi w mediach – jest również instytucją zaufania publicznego. Jest to również Zakład, którego pracownicy bezdusznie i bez najmniejszych skrupułów potrafią skarcić ubezpieczonego, że spóźnił się chociażby jeden, albo nie złożył wymogów formalnych w terminie.

W świetle praktyk stosowanych przez pracowników ZUS czy kogokolwiek powinno interesować, że Zakład zwala winę za swoją szkodliwość społeczną i wpędzanie ludzi w ubóstwo i pętlę długów dużym wzrostem wniosków oraz kadrowymi brakami? Istnienie nieprawidłowości potwierdził Rzecznik tłumacząc je błędami ludzkimi wynikającymi z dużej skali działalności.

Nie można wykluczyć, że tak rzeczywiście może być, ale nie usprawiedliwia to jednak w żadnym stopniu działania na niekorzyść ubezpieczonych, tym bardziej, że przez długi czas ZUS – pomimo licznych nieprawidłowości wykrywanych przez media – nie starał się systemowo rozwiązać tego problemu. Tak duży podmiot powinien dochować należytej staranności w swojej działalności, aby błędy w terminowym wykonywaniu obowiązków nie dotykały osób, których jedyną winą było to, że zachorowali.

Tam, gdzie ewentualnie w pojedynczych przypadkach były opóźnienia, za to mogę serdecznie przeprosić”

Rzecznik ZUS Paweł Żebrowski próbował przekonywać w TVN24, że opóźnienia to jednostkowe przypadki. Jednak jeśli wejść na facebookowe grupy Ruch Społeczny Kobiety na DG kontra ZUS, Pokrzywdzeni Przez ZUS, Matki kontra ZUS, czy Matki pokrzywdzone o ustawę antykryzysową to jednostki, o których mówił Rzecznik stają się tysiącami kobiet i mężczyzn, którzy od kwietnia, albo i dłużej, czekają na wypłatę należnych im świadczeń za L4.

Członkowie tych grup wklejają pisma, jakie otrzymywali z Zakładów z całej Polski. One są do siebie bardzo podobne, a zatem trudno tu mówić o incydentalności, a raczej agresywnej i brutalnej praktyce biznesowej ZUSU. W tych pismach powtarzalny jest szczególnie jeden wyjątkowo nieludzki i chciałoby się nazwać animalny mechanizm, którego dopuszczają się osoby zatrudnione w Zakładzie.

Historia Pana Ryszarda, który przez pracowników ZUS brał chwilówki od lichwiarzy i teraz nie ma ani na spłatę długów, ani pieniędzy za L4

Jeden z czytelników który zgodnie z przepisami miał otrzymać od ZUS pieniądze za 3-tygodniowe L4 na początku kwietnia nie otrzymał ich do dzisiaj. Nie mógł się leczyć, nie mógł kupować leków. Musiał pożyczać pieniądze od lichwiarzy by wyżywać swoje trzyletnie dziecko. Banki odmówiły mu kredytu, a firmy pożyczkowe nie chciały dać chwilówki. Zostali mu tylko prywaciarze i lichwiarze. Pracownice Zakładu są wobec niego nonszalanckie i aroganckie. Pan Ryszard (imię zmienione – dop. red.) wielokrotnie odwiedzał ZUS dopytać się kiedy dostanie pieniądze. Jak opowiada nie widział nigdy, aby panie odpowiedzialne za zasiłki były przepracowane jak to mówił rzecznik w telewizji. Widział malowanie paznokci, koleżanki z pomieszczenia przeglądały aukcję na allegro i olx. A na dwóch biurkach leżały książki “365 dni” z wkładkami mniej więcej w połowie. Zdaniem Pana Ryszarda może i ZUS ma dużo więcej wniosków, ale pracownicy robią na pół gwizdka i wolą oddawać się w pracy taniej erotycznej lekturze niż rozpatrywać wnioski ciężko chorych.

Historia Pani Ilony, którą też oszukiwano

Jeszcze bardziej bulwersującą historię opowiada naszej redakcji Pani Ilona (imię zmienione – dop. red), która po kilku tygodniach po ustawowym terminie postanowiła dowiedzieć się co się w jej sprawie dzieje. Jak pisze dwa tygodnie temu raz pierwszy zadzwoniła do ZUS. Było to w połowie lipca. Dodzwoniła się od razu.

Najpierw rozmawiała z jedną panią która poprosiła ją o numer PESEL i ją zweryfikowała. Okazało się że nie może pomóc Pani Ilonie bo jej dział nie zajmuje się jej literką, ale między czasie powiedziała, że jeśli chodzi o wypłatę środków to mają straszne opóźnienia. Ogólnie jak w ciągu pół roku dostają 50 tyś wniosków tak teraz w ciągu miesiąca jest ich 80 tyś.

Powiedziała Pani Ilonie, że pracują przy pomocy automatów które też trzeba sprawdzić. Pracują po godzinach mimo tego się nie wyrabiają. Pani zasugerowała naszej czytelniczce by poprosiła kolejną panią z którą będzie rozmawiać żeby dala jej wniosek komuś do szybszego rozpatrzenia kosztem kogoś innego bo tak jest to robione we wrocławskim ZUS.

Nasza czytelniczka została wtedy przełączona do pani która zajmuje się jej literką. Sprawdziła wnioski Pani Ilony. Były w jakimś automacie. Pani już mniej miła, w ocenie czytelniczki, powiedziała ze postara się przekazać komuś jej sprawę jako zadanie specjalne i kazała kontaktować się raz w tygodniu. Jak kazała tak Pani Ilona zrobiła. Tydzień później od poniedziałku codziennie od 8 rano dzwoniła na dwa numery po kilka razy, ale telefonu nikt nie odebrał.

W końcu w kolejnym tygodniu Pani Ilona postanowiła sprawdzić, czy przypadkiem nie jest oszukiwana przez pracowników ZUS. Zadzwoniła więc jeszcze dwa razy ze swojego numeru, ale oczywiście znów nikt nie odebrał. Wtedy zadzwoniła trzeci raz z numeru swojego konkubenta i połączenie z innego numeru zostało odebrane po jednym sygnale. Niemalże od razu.

Kilka razy była przełączana ponieważ jakieś panie były na urlopach, aż w końcu nasza czytelniczka dostała informację że jej wiosek jest w aprobacie. Pani Ilona zapytała ile to potrwa i usłyszałam ze od tygodnia nawet do dwóch miesięcy. Wtedy zapytała, że jej sprawa miała byc zlecona jako zadanie specjalne i dlaczego to tak długo trwa? Pani powiedziała wtedy, że nie ma czegoś takiego. Nie mają ludzi do tego i nie ma komu zlecić mojej sprawy.

Historia Pani Ilony zakończyła się jednak dla niej dobrze. Bo 10 sierpnia nasza czytelniczka otrzymała zaległe pieniądze za L4 z kwietnia. Oczywiście bez odsetek.

Historia Pana Marcina, któremu nie pomogła nawet Państwowa Inspekcja Pracy

Pan Marcin (imię zmienione – dop. red) od pięciu lat ma umowę o pracę. W grudniu 2019 przydarzyło mu się załamanie nerwowe. Skończyło się na kilkumiesięcznym zwolnieniu lekarskim od psychiatry. Zakład po wypłacie L4 za pierwszy miesiąc choroby wstrzymał wypłatę reszty zwolnień. Gdy nasz czytelnik pisał do ZUS otrzymywał pisma, że jego sprawa jest skomplikowana i musi zostać przeanalizowana przez specjalistów, a to zajmie więcej niż 30 dni, więc decyzję przekładają o 30 dni. I tak to trwa do dnia dzisiejszego. W ostatnim piśmie, które Pan Marcin otrzymał na koniec lipca wskazany jest termin zakończenia analizowania jego przypadku do końca sierpnia.

Czytelnik nie miał za co opłacać rachunków, czynszu i leków antydepresyjnych, co spotęgowało jego myśli samobójcze. Jednak na te wyjaśnienia pracownicy Zakładu byli odporni. Nie wykazywali żadnej empatii, czy nawet próby zrozumienia w jak dramatycznej sytuacji psychicznej jest Pan Marcin. Ich to po prostu nie obchodziło i przedłużali o kolejne 30 dni swoje postępowanie.

Wtedy postanowił, że zawiadomi Państwową Inspekcję Pracy o tym, że wchodzący w rolę płatnika Zakład Ubezpieczeń Społecznych nie wypełnia swojego obowiązku i nie wypłaca świadczenia. Nasz czytelnik uznał, że skoro obowiązki płatnika należności przejmuje ZUS to i ponosi konsekwencje takie jak każdy pracodawca, który spóźnia się z wypłatą. Po kilku miesiącach Okręgowy Inspektorat Pracy przysłał odpowiedź, że nie jest kompetentny do przeprowadzenia w ZUS kontroli w zgłoszonym zakresie.

Zgodnie z ustawą Państwowa Inspekcja Pracy jest organem powołanym do sprawowania nadzoru i kontroli przestrzegania prawa pracy, w szczególności przepisów i zasad bezpieczeństwa i higieny pracy, a także przepisów dotyczących legalności zatrudnia i innej pracy zarobkowej w zakresie określonym w ustawie. Poruszona przez Pana tematyka w piśmie nie mieści się w tym zakresie, a Państwowa Inspekcja Pracy nie może podjąć żadnych działań w opisanej przez Pana przedmiotowej sprawie.

Pan Marcin czeka do dziś. Na szczęście dla niego psychiatra pozwolił mu wrócić do pracy w sierpniu, więc we wrześniu 2020 otrzyma pierwszą od grudnia 2019 roku wypłatę. Na pieniądze z ZUS będzie musiał jeszcze poczekać.

“Cwaniucha” z ZUS Cię załatwi

ZUS, aby nie musieć wypłacać chorym pieniędzy za zwolnienie lekarskie wszczyna przeciwko nim postępowanie administracyjne, które pozornie i iluzorycznie ma na celu sprawdzić, czy danej osobie faktycznie należy zapłacić. W rzeczywistości jest to działanie, które pozwala poszczególnym pracownikom Zakładu odwlec decyzję o wypłacie należnych tym biednym i schorowanym ludziom pieniędzy o kilka lub kilkanaście miesięcy.

Zanim jednak dojdzie do wszczęcia pozornego postępowania o podleganiu ubezpieczeniom osoby zatrudnione w ZUS złośliwie przewlekają i opóźniają wypłatę bieżących należności. Do redakcji Czasu Finansów od kwietnia 2020 zgłosiło się wielu czytelników, którzy używają wobec osób pracujących w ZUS bardzo ostrych słów. Nie mają pretensji do podmiotu prawnego, ale do konkretnych ludzi, którzy podpisują się na pismach do nich. Twierdzą, że instytucja Zakładu nie jest nikczemna i podła. To wina ludzi tam pracujących, którzy nie wykazują empatii, zrozumienia, a niekiedy są jak bestie.

Często takie kontrole kończą się, można podejrzewać, barbarzyńską i nieludzką decyzją o odmowie prawa do ubezpieczenia. Wtedy pracownik Zakładu unieważnia całą umowę o pracę danego schorowanego człowieka. Pozostaje wówczas odwołanie się do Sądu Pracy, a tak proces będzie trwał kolejny rok, dwa, albo trzy. Wszystko zależy od stopnia skomplikowania sprawy.

W rzeczywistości osoby zatrudnione w ZUS, które nasi czytelnicy w swoich licznych skargach do redakcji Czasu Finansów nazywają “cwaniuchami”, sprawiają, że odwlekają obowiązek wypłaty świadczenia o rok lub kilka lat. Za co zdaniem takiego “cwaniuchy” chory ma w tym czasie przeżyć? Ich to nie obchodzi, a jak człowiek skrzywdzoną taką decyzją umrze bo nie będzie miał pieniędzy na leczenie to też dobrze dla ZUSU bo nie trzeba będzie płacić.

Czekaj na łaskę i pieniądze z ZUS, a w międzyczasie żryj tynk pastuchu?

Opisane historie naszych czytelników obnażają prawdę o Zakładzie Ubezpieczeń Społecznych. Redakcja bierze oczywiście pod uwagę ewentualność przejaskrawienia opowiadanych nam krzywd społecznych i nieuczciwości, którą doświadczyli od osób zatrudnionych w ZUS, ale powtarzalność tych skarg daje podstawę do podejrzenia, że odzwierciedlają one rzeczywistą sytuację i praktyki dręczenia i nękania chorych przez pracowników tego Zakładu.

Czas Finansów będzie trzymał rękę na pulsie i informował Was na bieżąco.

Czy miałeś do czynienia z Zakładem Ubezpieczeń Społecznych i czujesz się pokrzywdzony? Czy czujesz się skrzywdzony decyzjami innych Naczelników, Dyrektorów, albo pracowników ZUS? Może sam doświadczyłeś sytuacji, że ZUS wysyła Tobie ważne pisma na nieaktualne adresy? Chcesz podzielić się z nami swoimi uwagami, zarówno pozytywnymi jak i negatywnymi z tego postępowania? Być może masz uwagi dotyczące innego problemu z ZUS? Skontaktuj się z redakcją pod adresem email: redakcja@czasfinansow.pl

Jeśli spodobał Ci się nasz artykuł to udostępnił go na swoim facebooku, a także polub nasz fanpage na facebooku. Kliknij tutaj.

Co sądzisz na ten temat?
+1
34

CZAD!

+1
13

KOCHAM!

+1
33

DOBRE!

+1
30

SZOK!

+1
12

NUDY!

+1
12

LIPA!

Napisz do autora

Aktywny od: 01.1.1970Dodał: 42 artykułów

Dodaj komentarz

3 komentarze

  1. To już jest ZUS-KURESTWO ! od Maja jestem na Zusie, ani grosza skurwysyny mi jeszcze nie wypłacili, sie szczycą 500+ i bonami wakacyjnymi dla pasożytów, ze świetnie im idzie , KURWA MAĆ !

    Wkurwiony

    19 sierpnia 2020 13:23 Odpowiedz
  2. Ja chodziłam do oddziału z 15 razy, dzwoniłam pierdyliard dopiero jak się przysłowiowo wkurwiłam zawołałam wszystkich kierowników dyrektorów etc dopiero coś ruszyło. Najpierw zalegali mi przez 4 miesiące za L4 ciążowe za 9 tygodni, później 3 miesiące zwlekali z wypłatą macierzyńskiego. Rzecznik kłamie jak z nut. Pracownicy mają gdzieś czy masz na leki, witaminy, jedzenie jakieś dodatkowe badania jak wypadną. Od jednej z kobiet usłyszałam że biorę ja na litość. Serio? Litościwie proszę o swoje pieniądze!!! Na nic tłumaczenia że nie mam na pampersy i mleko. Sorry taki mamy klimat.

    Anna

    19 sierpnia 2020 06:16 Odpowiedz
  3. Mi skurwysyny Zus jebany Wrocławski od Maja zalega, ani grosza mi wypłacili, żadnego pisma nie dostałem, zlodzieje i pasozyty!

    hulio69

    14 sierpnia 2020 21:13 Odpowiedz