środa 30 listopada 2022

NA CZASIE:

Poprzednie
Następne

Artykuł znajduje się poniżej pod naszym twitterem i facebookiem. Prosimy polub nas na twitterze i facebooku, natomiast aby przeczytać artykuł skroluj w dół.

Tymczasem na Twitterze:

Tymczasem na Facebooku:

Siewcy Hejtu. Tam pracuje sama patologia, alkoholicy i złodzieje. Sędzia Joanna Żelazny: nie ma pomówienia

21.6K odsłon
2K

Reklama #11

Reklama #12

Reklama #12

Wracamy do sprawy bulwersującej opinię publiczną i wzburzającej do gniewu skandalicznej decyzji Sędzi Anny Borkowskiej o tym, że nazwanie firmy i jej pracowników złodziejami, alkoholikami i patologią nie jest pomówieniem i zniesławieniem. Sprawą zajął się Sąd Apelacyjny i Sędzia Joanna Żelazny przyznała rację Sędzi Annie Borkowskiej, że napisanie o jakiejś firmie i jej pracownikach w internecie, że są alkoholikami, patologią i złodziejami nie jest ani pomówieniem, ani zniesławieniem.

Przypomnijmy, że sprawa dotyczyła wzburzonego czytelnika Czasu Finansów, który prowadzi własną firmę. Na portalu GoWork, na specjalnej stronie internetowej poświęconej opiniom tylko o jego firmie, anonimowy hejter napisał, że tam pracują sami złodzieje, alkoholicy i patologia. Czytelnik złożył prywatny akt oskarżenia o przestępstwo pomówienia.

Sędzia Anna Borkowska najpierw powołała się, że ów oskarżyciel prywatny złożył ponad 100 aktów oskarżenia, a potem uznała, że nie wiadomo czy na stronie na portalu GoWork o nazwie “Opinie o…” gdzie w miejscu kropek wymieniona jest konkretnie firma, dotyczy właśnie tej firmy. Oceniła również, że skoro firma ma postępowanie w UOKiK to autorem na 100% był jakiś klient tejże firmy, który się zetknął z jej praktykami. Okazało się, że Sędzia Anna Borkowska wymyśliła sobie tę teorię i ją rozgłasza bez żadnego dowodu na to, że autor był kiedykolwiek konsumentem korzystającym z usług tej firmy. Więcej na temat tej bulwersującej sprawy Sędzi Anny Borkowskiej pisaliśmy tutaj.

Ja jestem Sądem i mi wolno się odwoływać do orzeczeń, a Ty pastuchu nie możesz!

Teraz dotarliśmy do uzasadnienia wyroku Sędzi Joanny Żelazny, która w całości podtrzymała wymysły Sędzi Anny Borkowskiej. Sąd Okręgowy w IV Wydziale Karnym Odwoławczym piórem Joanny Żelazny stwierdza, że nie wolno w ocenie danej sprawy powoływać się na inne działania wymiaru sprawiedliwości ponieważ znamiona tego samego czynu, podlegają indywidualnej ocenie, a to wobec różnych okoliczności, w jakich dochodzi do ich popełnienia. Stwierdzając zatem, że inne orzeczenia nie mogą być brane pod uwagę co robi Sędzia Joanna Żelazny? Odwołuje się w uzasadnieniu swojej decyzji do innego orzeczenia, jakim jest ciągle nieprawomocna decyzja UOKiK.

Dlaczego Sędzia Joanna Żelazny wybiórczo podchodzi do zasad, na które sama się powołuje w swoim uzasadnieniu? Uczciwie przecież by było gdyby trzymała się zasad, które sama wymyśla na potrzeby własnego orzeczenia, prawda? Niestety prawo według Sędzi Joanny Żelazny nie działa w taki sposób, zatem z jednej strony odrzuca lekką ręką to co jej niewygodne, ale zagarnia drugą wszystkie co jej wygodne. Nawet jeśli sama sobie zaprzecza. Jest to niesłychana praktyka.

Nie wiem co piszę, ale piszę co wiem

Sędzia Joanna Żelazny uznała, że:

Po pierwsza zgodzić się trzeba z Sądem Rejonowym, iż analiza treści wpisu na stronie www gowork przez osobę posługującą się nazwą “(anonimizacja)” nie pozwala na jednoznaczne określenie podmiotu, którego miałyby dotyczyć. A zatem czy odnosi się do grupy osób zatrudnionych w spółce (…) czy też do samej spółki.

Najpierw Sędzia Anna Borkowska w imieniu Sądu Rejonowego dla Wrocławia Śródmieścia oceniła z cała powagą swojego urzędu, że nie sposób zgadnąć o jakiej firmie na specjalnej stronie poświęconej w całości tylko i wyłącznie jednej firmie na portalu GoWork wypowiada się hejter. Teraz to samo stwierdziła Sędzia Joanna Żelazny w imieniu majestatu Sądu Okręgowego we Wrocławiu.

Nie wiem co to GoWork więc przycwaniakuję

Być może wynika to z faktu, że portal GoWork tak bardzo boi się krytyki Sądów, że zablokował internautom możliwość wypowiada się o Sądzie Rejonowym dla Wrocławia Śródmieścia oraz Sądzie Okręgowym we Wrocławiu. Być może dlatego, że obie Panie nie czytały o sobie i swoim miejscu pracy, że tam pracuje sama patologia, złodzieje i alkoholicy to nie mają wiedzy i doświadczenia aby obiektywnie ocenić o jakiej firmie wypowiada się internauta, który wchodzi na specjalną stronę GoWork poświęconą w całości tylko i wyłącznie jednej firmie?

Redakcja Czasu Finansów stoi na stanowisku, że największego ignoranta warto douczyć dlatego poniżej pokazujemy przykładową stronę na portalu GoWork z opiniami o jednej firmie. Zgodnie z regulaminem i zasadami funkcjonowania tego portalu tworzy on danej firmie, po numerze NIP i KRS, specjalną podstronę na której internauci mogą się wypowiadać tylko i wyłącznie o tej jednej, konkretnie wskazanej w 3 miejscach firmie.

I tak mamy numer 1, czyli nagłówek, na którym oczobitnie, pogrubioną czcionką napisana jest nazwa firmy, której wpisy dotyczą. Mamy też numer 2, który zawsze jesy widoczny na samym dole strony. Na wypadek jakby było dużo komentarzy o danej firmie i ktoś nie widziałby nagłówka z numerem 1 to zawsze ma podpowiedź w miejscu numeru 2, aby wiedział o jakiej firmie się wypowiada. Jest też numer 3, który znajduje się po prawej stronie. Są tam pełna nazwa firmy, jej adres, numer NIP oraz numer KRS. GoWork zadbał zatem o to, aby największy nieuk, czy osoba bez wykształcenie była zbombardowana informacjami na stronie jakiej firmy się znajduje.

Przypomnijmy zatem słowa Sędzi Sądu Okręgowego Joanny Żelazny, która oceniła, że wpis na tej stronie Gowork nie pozwala na jednoznaczne określenie podmiotu, którego miałyby dotyczyć. A zatem czy odnosi się do grupy osób zatrudnionych w spółce (…) czy też do samej spółki.

Uzasadnienie lewomocne ze znikomą szkodliwością dla majestatu polskiego sądownictwa?

Czytając uzasadnienie dalej dochodzimy do zdań:

Niezależnie od tego, Sąd Okręgowy (czyt. Sędzia Joanna Żelazny) zgadza się ze stanowiskiem Sądu Rejonowego (czyt. Sędzia Anna Borkowska), iż nawet, gdyby przyjąć, że adresatem tego wpisu jest właśnie spółka z o.o. to oceniane zachowanie nie stanowi przestępstwa z uwagi na znikomy stopień jego społecznej szkodliwości. (przypominamy: tam pracują sami złodzieje, alkoholicy i patologia)

Nazwanie pracowników danej firmy, że są złodziejami, alkoholikami i patologią to znikoma szkodliwość społeczna. Przypominamy, że nie ma tutaj znaczenia ta konkretna firma. Sędzia Joanna Żelazny wypowiedziała się w imieniu wszystkich podmiotów, które zatrudniają jakichś pracowników. Także w rozumieniu Sądu Rejonowego dla Wrocławia Śródmieścia oraz Sądu Okręgowego we Wrocławiu. Nazwanie pracowników tych Sądów złodziejami, patologią i alkoholikami stanowi znikomą szkodliwość społeczną w ocenie obu Pań – Joanny Żelazny i Anny Borkowskiej.

Tylko co na to fakty? W ocenie Czasu Finansów pomówieniem jest takie zniesławienie o czyny, które są w powszechnej ocenie społecznej odbierane za negatywne, ale muszą przy tym być nieprawdziwe. Złodzieja można bezkarnie nazywać złodziejem, ale trzeba mieć dowód na to, że on coś ukradł. Alkoholika można tak nazywać, ale trzeba mieć dowód na to, że ten człowiek pije na umór. Patologia? Jeśli ktoś wychował się na śmietniku, pod trzepakiem, albo miał patologicznych rodziców i ma się na to dowody to również można tak nazwać daną osobę, nieważne czy pracuje w spółce, czy w sądzie.

Ale gdzie są dowody na te pomówienia? Z dokumentów do których dotarliśmy wynika, że ani Sędzia Anna Borkowska, ani tym bardziej Sędzia Joanna Żelazny nie przeprowadziły żadnego dowodu w tej sprawie. Nie przesłuchały autora wpisu czy ma dowody na złodziejstwo, pijaństwo, czy zatrudnianie osób z patologii przez tę firmę.

Czy to jest uczciwie? W dalszej części uzasadnienia czytamy:

Słusznie przy tym Sąd Rejonowy wskazał, iż oskarżyciel prywatny, jako osoba prawna prowadząca działalność gospodarczą w określonym kierunku, musi się liczyć i z negatywnym odbiorem swojej działalności przez osoby, których ona dotyczy, a której wyrazem będą niejednokrotnie subiektywne stanowiska przedstawiane na forach internetowych.

Sędzia Joanna Żelazny powtarza zatem tezę wymyśloną przez Sędzie Annę Borkowską. Pytanie ciągle jest to samo: gdzie jest dowód na poparcie, że ten wymysł jest prawdą, a nie fałszem i kłamstwem? Ani jedna, ani druga Pani nie przeprowadziła dowodu z przesłuchania autora wpisu więc nie istnieje żaden dowód na to, że hejter kiedykolwiek korzystał z usług firmy, o której tak się wypowiada.

Czy to jest uczciwe? W dalszej części uzasadnienia czytamy:

Przy czym, w świetle tego co napisano powyżej, zgodzić się także trzeba było również rozpatrywać przez pryzmat okoliczności, w jakich do nich dochodziło i samego zachowania pokrzywdzonej, do której odniósł się UOKiK uznając je za naruszające zbiorowe interesy konsumentów. I to decyzji prawomocnej, wbrew temu, co podnosił skarżący, ponieważ wyrokiem SOKiK oddalił odwołanie pokrzywdzonej na tę decyzję UOKiK.

Już kiedy wzburzony czytelnik zgłosił się do redakcji Czasu Finansów z dokumentami w sprawie Sędzi Anny Borkowskiej sprawdziliśmy stan rzeczywisty postępowania w UOKiK. Okazuje się, że prawdą jest, że postępowanie było. Prawdą jest, że spółka wniosła sprzeciw. Prawdą jest, że SOKiK oddalił sprzeciw i podtrzymał decyzję. Ale od tego momentu zaczynają się kłamstwa, które rozpowszechnia Sędzia Sądu Okręgowego.

Sędzia Joanna Żelazny kłamie w uzasadnieniu, że decyzją UOKiK stała się prawomocna bo SOKiK oddalił odwołanie. Spółka wniosła apelację, która do dnia publikacji tego artykułu nie została rozpatrzona, a na samej stronie UOKiK status decyzji widnieje jako NIEPRAWOMOCNA.

Dlaczego Sędzia Joanna Żelazny okłamała? Kto jak kto, ale Sędzia Sądu Okręgowego powinien najlepiej znać się na formalnościach drogi prawnej, prawda?

I pozamiatane. Wolno tak obrażać bo Anka i Aśka pozwoliły.

Na dzisiaj sprawa wydaje się być zakończona. Każdy może o pracownikach Sądów mówić, że tam pracują sami alkoholicy, patologia i złodzieje, a jak jakiś pracownik Sądu tę osobę pozwie o naruszenie dóbr osobistych, albo zniesławienie to należy na świadków wezwać Sędzię Annę Borkowską i Sędzię Joannę Żelazny, które to stwierdziły, że takie mówienie o pracodawcach to znikoma szkodliwość społeczna.

Obie Panie chyba nie okażą się hipokrytkami, które będą chciały karać osoby, które zetkną się z działalnością Sądów, w których orzekają i będą mówić, że tam pracuje sama patologia, alkoholicy i złodzieje, prawda?

Zdjęcie: Agencja Gazeta

Co sądzisz na ten temat?
+1
0
+1
0
+1
0
+1
1
+1
0
+1
0
+1
0

3 komentarzy “Siewcy Hejtu. Tam pracuje sama patologia, alkoholicy i złodzieje. Sędzia Joanna Żelazny: nie ma pomówienia”

  1. Sędzia trybunału konstytucyjnego ogłosił przecież że sędziowie to złodzieje więc nic dziwnego że w jakiejś firemce to znikoma szkodliwość skoro za zawodu sędziego złodziejstwo to żadna ujma

  2. Trudno się po takich uzasadnieniach wyroków dziwić, że sędzia to w najlepszym wypadku osiągnie poziom sędzi trybunału pani pawłowicz. Ta Pani musi jeszcze nad sobą popracować, ale w końcu podwyższy swój poziom do pani pawłowicz.

Napisz komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Powiązanie artykuły

Policyjna fikcja walki z hejtem – groźba wtargnięcia do firmy i zajebania pracowników to nie groźba karalna tylko dopuszczalna krytyka

Siewcy Hejtu – Sądy: wpis na Gowork “Tak pracują bandyci i złodzieje” nie zniesławia firmy

Nazwał Andrzeja Dudę debilem. Proces o znieważenie Prezydenta skończony. Teraz Polska czeka na wyrok.

Prokuratura: eliminacja to nawoływanie do przestępstwa. Też prokuratura: eksterminacja to nie nawoływanie do przestępstwa.

Trybunał Konstytucyjny do Ministra Sprawiedliwości: nie szczuj!

Rzecznik prasowy koncernu Amica anonimowo hejtował dziennikarkę na portalu GoWork

Tłum tchórzy, wataha psów, antypolskie zachowania – Sędzia Anna Borkowska w sprawie Frasyniuka uznaje za dozwoloną krytykę funkcjonariuszy

Babcia Kasia uniewinniona. Działania Policji DURNE, tak uznał Sąd.

Wraca afera hejterska w Ministerstwie Sprawiedliwości. Były wiceminister złożył akt oskarżenia i żąda zniesienia immunitetu posłanki.

Poprzednie
Następne

2549 odsłon

Patologie sądownictwa. Tylko 67 tysięcy odszkodowania za niesłuszny areszt. Pokrzywdzony przez Sędziów i Prokuraturę dostał połowę tego o co walczył.

Trudno znaleźć zrozumienie sytuacji, w której Wymiar Sprawiedliwości za swoje bandyckie czyny miga się od zapłaty godziwego odszkodowania. Kiedy sędziowie wyznaczają kwoty kaucji dla podejrzanych to są to kosmicznie wysoki kwoty. Kiedy jednak Ci sami sędziowie za skutki swojego niezasadnego uwięzienia człowieka mają orzekać o odszkodowaniach to zaczyna się tanie cwaniakowanie i zaniżanie kwot za krzywdę jaką osadzony doznał z ich winy. To jedna z patologii polskiego sądownictwa, którą stosują zarówno sędziowie pisowscy, neosędziowie, sędziowie postkomunistyczni i sędziowie z kasty.

To nie jest ani prawe, ani sprawiedliwe. Sędzia Sądu Rejonowego powinien się wstydzić

Przekonał się o tym na własnej skórze mężczyzna, którego wstrząsającą historię opisał SuperExpress. Jak podaje gazeta 43-letni Robert S. został oskarżony o udział w grupie przestępczej, ale sąd nie znalazł dowodów na jego winę. 43-latek koszmarnie wspomina pobyt w tarnowskim zakładzie karnym. Skarżył się między innymi na krótkie łóżko, brak możliwości uprawiania seksu z żoną oraz uciążliwy dla więźniów remont budynku. Jego adwokat stwierdził nawet, że za kratkami Robert S. miał gorzej niż “zwierzęta w zoo”, bo… one przynajmniej otrzymują smakołyki do jedzenia.

SuperExpress podaje dalej, że mężczyzna w styczniu 2018 roku został aresztowany pod zarzutami: udziału w grupie przestępczej i popełnienia przestępstwa narkotykowego. Zastosowano wobec niego środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztu. Za kratkami spędził prawie sześć miesięcy, aż w końcu wyszedł za kaucją. Później sąd uniewinnił go od zarzutu udziału w grupie przestępczej, uznając oskarżonego winnym wyłącznie popełnienia przestępstwa narkotykowego. Został skazany na karę grzywny, a sąd zaliczył mu na jej poczet pobyt w areszcie. 43-latek początkowo przebywał w krakowskim zakładzie karnym, a następnie został przeniesiony do Tarnowa. Więzienie przy ul. Konarskiego w Tarnowie nie cieszy się najlepszą sławą.

Po tym, gdy Robert S. został uniewinniony od zarzutu uczestnictwa w grupie przestępczej, zaczął starać się o rekompensatę za czasową utratę wolności. Jak informuje “GK”, początkowo mężczyzna żądał 11 tysięcy złotych odszkodowania i 120 tys. zł zadośćuczynienia.

Sąd pierwszej instancji w całości odrzucił wniosek o przyznanie odszkodowania, uznając że Robert S. nie wykazał, by poniósł stratę finansową związaną z pobytem w areszcie. Niesłusznie osadzony dostał natomiast zadośćuczynienie w wysokości 32 tys. zł.

Sąd ocenił, że warunki panujące w tarnowskim zakładzie karnym nie były drastycznie gorsze, niż w innych tego typu miejscach.

Gazeta Krakowska nie ujawniła nazwiska Sędziego z Sądu Rejonowego, który wydał ten obrzydliwy – jak oceniają to zgłaszający nam ten temat czytelnicy – wyrok. Nie tylko świadczy on o tym, że polscy sędziowie za błędy sędziów migają się od zasądzenia uczciwego zadośćuczynienia, ale również dowodzi moralnej zgniliźnie, która niczym rak zżera kręgosłupy polskich sędziów.

Adwokat mężczyzny w złożonej apelacji zakwestionował stwierdzenia sądu, że „warunki w zakładzie karnym były normalne”

Nie dostrzegł sąd, pisze prawnik, że w „normalnych warunkach egzystencja człowieka tymczasowo aresztowanego sprowadzona zostaje do biologicznego trwania, a wiezień jest traktowany z mniejszą troską niż zwierzę w ogrodzie zoologicznym. Nikt go nie podziwia, nie daje smakołyków nie martwi szczególnie o jego zdrowie”.

Adwokat Roberta S. zwrócił uwagę, że jego klient budził się ponurym budynku w małym pomieszczeniu, które dzielił z obcymi osobami. Mógł ubrać się w to, co zostało zatwierdzone przez wychowawcę a, „zmuszenie osoby dorosłej do podlegania selekcji odzieży uwłacza godności”.

Prawnik zauważa, że Robert S. gdy siedział przy stole z osobą grypsującą nie mógł jeść posiłków. „W nocy mógł na wolności patrzeć w gwiazdy lub uprawiać miłość fizyczną z żoną, a w zakładzie karnym mógł co najwyżej patrzeć w blendę mającą zapobiegać kontaktowaniu się z innymi ludźmi”- konstatował adwokat.

Apelacja na korzyść, ale zasądzono ochłapy, które nie odstraszą innych sędziów od zastanowienia się czy znów nie skrzywdzą człowieka

Jak podaje Gazeta Krakowska Sąd Apelacyjny częściowo podzielił argumenty przedstawione przez adwokata 43-latka i podwyższył kwotę zadośćuczynienia do 47 tys zł. Na tym nie koniec, ponieważ sprawa trafiła do Sądu Najwyższego. Ten uchylił orzeczenie Sądu Apelacyjnego i nakazał ponowne rozpatrzenie odwołania. Za drugim podejściem krakowski Sąd Apelacyjny wydał wyrok korzystniejszy dla Roberta S., zasądzając na jego rzecz 67 tys. zł. To orzeczenie jest już prawomocne.

Napisz komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Tymczasem na Twitterze:

Tymczasem na Facebooku:

Zobacz nas YouTube:

Reklama #30

Reklama #15

Reklama #16

ALARM CZASFINANSÓW

Chcesz nam podsunąc temat na reportaż? Oszukał Cię urzędnik? ZUS Cię skrzywdził? Policja i Prokuratura zawiodły? Sąd wydał niesprawiedliwy wyrok? Chcesz zwrócić uwagę redakcji na jakąś konkretną sprawę? Chciałbyś, aby redakcja zainterweniowała społecznie w Twojej sprawie? Zgłoś nam ALARM!

Ostatnie artykuły