piątek 9 grudnia 2022

NA CZASIE:

Poprzednie
Następne

Artykuł znajduje się poniżej pod naszym twitterem i facebookiem. Prosimy polub nas na twitterze i facebooku, natomiast aby przeczytać artykuł skroluj w dół.

Tymczasem na Twitterze:

Pisowska policja żąda karania za noszenie koszulki z napisem Jeb** PiS. Asesor Sądowy Karolina Kiejnich-Kruk w pierwszej instancji uznaję winę aktywisty. https://www.czasfinansow.pl/pisowska-policja-zada-karania-za-noszenie-koszulki-z-napisem-jeb-pis-asesor-sadowy-karolina-kiejnich-kruk-w-pierwszej-instancji-uznaje-wine-aktywisty/

Były szef wydziału drogówki zatrzymany za jazdę po pijanemu https://www.czasfinansow.pl/byly-szef-wydzialu-drogowki-zatrzymany-za-jazde-po-pijanemu/

ZUS rocznie wydaje 50 milionów na pensje dla zatrudnianych radców prawnych, a jednocześnie wydaje miliony na zewnętrze kancelarie adwokackie https://www.czasfinansow.pl/zus-rocznie-wydaje-50-milionow-na-pensje-dla-zatrudnianych-radcow-prawnych-a-jednoczesnie-wydaje-miliony-na-zewnetrze-kancelarie-adwokackie/

Tymczasem na Facebooku:

Sędzia Sądu Apelacyjnego Ewa Barnaszewska: media mają prawo kłamać, nie muszą weryfikować pomówień i zniesławień

2429 odsłon

Reklama #11

Reklama #12

Reklama #12

Przełomowy wyrok Sądu Apelacyjnego we Wrocławiu. Sędzia Ewa Barnaszewska, dawniej Prezes Sądu Okręgowego we Wrocławiu, wydała prawomocny wyrok, w którym w imieniu Rzeczpospolitej stwierdza, że dziennikarze nie muszą weryfikować stawianych zarzutów w swoich publikacjach u osoby lub podmiotu, który jest przez nich oskarżany o przestępstwa.

Pomówili o przestępstwa, których nie udowodnili na sali sądowej. Co to Sąd na to? Nie szkodzi.

Sprawa dotyczyła firmy, którą dziennikarze pomówili o przestępstwo wyłudzania pieniędzy, w tym oszustwa konsumentów na metodą numeru premium. Dziennikarze zarzucali firmie, że jej stacjonarny numer telefonu jest numerem premium i gdy na ten numer dzwonili konsumenci to naliczane im były opłaty od 10 do 30 złotych za minutę połączenia.

Firma udowodniła w Urzędzie Komunikacji Elektronicznej, że numer telefonu przed którym ostrzegali dziennikarze to zwykły numer stacjonarny, a nie numer premium. W bazie danych numerów premium UKE numer telefonu nigdy nie widniał i nie widnieje.

Firma wytoczyła powództwo o ochronę dóbr osobistych wydawcy portalu dziennikarskiego.

Dziennikarze tłumaczyli się przed Sądem, że nie przyszło im do głowy sprawdzić w publicznym rejestrze na stronie organu administracji publicznej, czyli w Urzędzie Komunikacji Elektronicznej czy ten numer jest zgłoszony jako premium lub stacjonarny – mimo, że wyszukiwarka jest publicznie dostępna dla każdego internauty.

Podczas procesu stwierdzili również, że przed publikacją dwóch artykułów na temat tej firmy tylko jeden raz podjęli próbę skontaktowania się z pomawianym przedsiębiorstwem. Na numer telefonu, który podali, że jest numerem premium.

Jak przekonywali Sąd nikt numeru telefonu nie odebrał więc zaniechali kolejnych prób skontaktowania się z firmą. Nie wysłali maila z pytaniami przed publikacją mimo, że był on publicznie dostępny na stronie internetowej przedsiębiorstwa. Nie wysłali też pisma na adres z KRS. Dziennikarze zarzucili firmie popełnienie przestępstw oszustw i wyłudzania pieniędzy.

Sędzia Sadu Apelacyjnego Ewa Barnaszewska: fałszywe pomówienie o przestępstwo w artykułach nie jest naruszeniem dóbr osobistych

Sędzia Sądu Apelacyjnego we Wrocławiu, była Prezes Sądu Okręgowego we Wrocławiu, Ewa Barnaszewska uznała w prawomocnym wyroku, że nieweryfikowanie zarzucanych w artykule przestępstw u zniesławanego podmiotu jest pewną nierzetelnością, ale nie stanowi to o naruszenie obowiązków służbowych przez dziennikarzy i opublikowanie niezweryfikowanych pomówień o przestepstwo nie stanowi naruszenia dóbr osobistych.

Choć Sąd Apelacyjny upatruje pewnej nierzetelności dziennikarskiej w zachowaniu autora publikacji zamieszczonej na łamach strony internetowej (…), bowiem próba kontaktu z przedstawicielem strony powodowej w celu weryfikacji prawdziwości otrzymanych informacji została ograniczona jedynie do jednego, nieodebranego telefonu oraz nie zweryfikowano informacji o wysokości opłat naliczanych przy nawiązywaniu połączenia telefonicznego ze stroną pozwaną, to uchybienie takie artykułowi 12 p.p. nie jest wystarczające do stwierdzenia naruszenia dóbr osobistych powoda.

Zamieszczone przez pozwanych treści nie mają bowiem charakteru stanowczego wywodu pochodzącego bezpośrednio od dziennikarza, a stanowią przekaz czytelnika. Zgodnie natomiast z art. 15 ust. 2 p.p. dziennikarz ma obowiązek zachowania w tajemnicy danych umożliwiających identyfikację autora zacytowanej wypowiedzi.

Należy tutaj wskazać, że Sędzia Ewa Barnaszewska może być na bakier z prawem prasowym oraz z zasadami etyki dziennikarskiej. Na uczelniach wyższych studenci już na pierwszym roku są uczeni, że przed publikacją artykułu należy zweryfikować posiadane informacje oraz umożliwić wszystkim stronom publikacji dziennikarskiej wypowiedzenie się, zajęcie stanowiska lub odpowiedzenie na pytania prasowe zanim dojdzie do upublicznienia artykułu.

Sędzia Ewa Barnaszewska: dziennikarze nie muszą weryfikować zarzucanych w artykułach przestępstw

Wyrok Sędzi Ewa Barnaszewskiej jest przełomowy dla dziennikarzy ponieważ wystarczy wykonać jeden telefon do osoby lub podmiotu, któremu zarzuca się przestępstwo aby być zwolnionym z odpowiedzialności za opublikowane zniesławienia. Tym bardziej, że w trakcie procesu Sąd sam przyznał, że zarzucane firmie przestępstwa w ramach przeprowadzonych dowodów sądowych, nie potwierdziły się.

Sąd zatem przyznał, że zarzucanych w artykułach przestępstw firma nie popełniła. Sąd przyznał także, że dziennikarze nie podjęli kroków w celu zweryfikowania zarzucanych im czynów. Mimo to uznał, że staranność dziennikarska była w ocenie Sędzi Ewy Barnaszewskiej na wystarczającym poziomie, aby wykluczyć naruszenie dóbr osobistych za pomówienie firmy o przestępstwa oszustwa i wyłudzania pieniędzy.

Dzięki Ewie Barnaszewskiej i powadze Sądu Apelacyjnego we Wrocławia media w zasadzie nie muszą martwić się o to, czy pisząc jakiś artykuł, w którym zarzucają danej osobie lub firmie łamania prawa, jest to prawda czy zniesławienie.

Internauci i czytelnicy wyrażają krytykę wobec tego wyroku

Zniesławiona firma nie zgadza się z takim stanowiskiem. Nasz czytelnik wskazał, że równie dobrze, ktoś może napisać anonim zarzucający pracownikom Sądu Apelacyjnego we Wrocławiu popełnianie przestępstw, pijaństwo, albo molestowanie protokolantek. Następnie dziennikarz wykręci raz numer telefonu do Sądu, który nie zostanie odebrany i wymóg rzetelności dziennikarskiej by weryfikować prawdziwość zarzutów został według standardów Sędzi Ewy Barnaszewskiej spełniony.

Jak twierdzi wyrażający swoje emocje, w stanie wzburzenia wyrokiem tej Sędzi anonimowy czytelnik: w ten sposób każdego można pomówić o każde przestępstwo i dlatego wyrok Ewy Barnaszewskiej uważa za szkodliwy dla dobrych obyczajów, sprzeczny z etyką.

Zapytaliśmy na forach internetowych co o tej sprawie myślą internauci. Nie pozostawili suchej nitki na Sędzi Ewie Barnaszewskiej, której wyrok oceniają jako patologiczny i zmierzający do legalizacji hejtu i oszczerstw. Złośliwi pytali na forum czy jak jacyś dziennikarze napiszą, że przychodzi pijana na rozprawy to czy wtedy będzie dla tych źródeł dziennikarskich równie wyrozumiała. To są oczywiście komentarze internautów z for internetowych, ale dają powód do refleksji.

Sprawą zajmie się Sąd Najwyższy.

Z informacji uzyskanych od zatroskanego czytelnika, który uczestniczył w tym procesie, wynika, że firma złożyła skargę kasacyjną do Sądu Najwyższego w tej sprawie.

Przed publikacją tego artykułu zadzwoniliśmy na numer Sądu Apelacyjnego we Wrocławiu dostępnym na stronie Sądu, ale nikt nie odebrał, zatem zgodnie ze standardami Sędzi Ewy Barnaszewskiej wypełniliśmy obowiązek prasowy. Ponadto artykuł opiera się o sporządzone przez nią w imieniu Rzeczpospolitej uzasadnienia wyroku, co stanowi wystarczająco wiarygodne źródło informacji.

Wrócimy do tego tematu gdy poznamy dalsze prawne losy tego procesu.

Co sądzisz na ten temat?
+1
0
+1
0
+1
0
+1
1
+1
0
+1
0
+1
0

2 komentarzy “Sędzia Sądu Apelacyjnego Ewa Barnaszewska: media mają prawo kłamać, nie muszą weryfikować pomówień i zniesławień”

Napisz komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Powiązanie artykuły

Siewcy Hejtu. Sędzia Anna Borkowska “tam pracują złodzieje i alkoholicy” nie jest pomówieniem. Znikoma szkodliwość.

Sąd Rejonowy we Wrocławiu łamie RODO?

Pisowska policja żąda karania za noszenie koszulki z napisem Jeb** PiS. Asesor Sądowy Karolina Kiejnich-Kruk w pierwszej instancji uznaje winę aktywisty.

Policyjna fikcja walki z hejtem – groźba wtargnięcia do firmy i zajebania pracowników to nie groźba karalna tylko dopuszczalna krytyka

Kolejna porażka Zbigniewa Ziobry. Stonoga tryumfuje – znów został uniewinniony!

Zbigniew Ziobro o Sędzi Annie Borkowskiej od sprawy Frasyniuka: tępe orzeczenie, wstyd mi za ten wyrok, kasta

Tłum tchórzy, wataha psów, antypolskie zachowania – Sędzia Anna Borkowska w sprawie Frasyniuka uznaje za dozwoloną krytykę funkcjonariuszy

Prokuratura znów przegrała. Barbara Kurdej-Szatan nie znieważyła Straży Granicznej. Została fałszywie oskarżona.

Strajk w ZUS. Przestępcy w ZUS? Mobbing w oddziałach ZUS? Sędzia z Sądu Rejonowego Wrocław Krzyki VII Wydziału Karnego Izabela Krupa zachęca do zawiadomień

Poprzednie
Następne

279 odsłon

Pisowska policja żąda karania za noszenie koszulki z napisem Jeb** PiS. Asesor Sądowy Karolina Kiejnich-Kruk w pierwszej instancji uznaje winę aktywisty.

Sąd Rejonowy w Jarocinie poparł miejscową policję, która postanowiła ukarać mandatami Janusza Ziętkiewicza za noszenie koszulki z napisem “J***ć PiS” oraz umieszczenie tego napisu na swoim samochodzie. Jak dosnosi Wyborcza.pl zarówno ukarany i jego mecenas zapowiadają apelację.

Wyborcza podaje, że 65-letni Janusz Ziętkiewicz (życzy sobie, by publikować jego imię i nazwisko) stanął przed Sądem Rejonowym w Jarocinie, bo odmówił przyjęcia dwóch 50-złotowych mandatów za napisy “J***ć PiS” na koszulce i samochodzie. Policja skierowała sprawę do sądu. – To polityczne prześladowanie – uważa.

Jak relacjonuje portal na rozprawę 25 listopada 2022 pan Janusz przyszedł w koszulce z tęczą i z tym samym napisem. Ochrona sądu początkowo nie chciała wpuszczać ani publiczności, ani dziennikarzy.

Zaskoczony tym był mecenas Robert Kornalewicz, broniący obwinionego pro bono. Adwokat zwracał uwagę, że sprawa jest jawna.
Ostatecznie prowadząca sprawę asesorka sądowa Karolina Kiejnich-Kruk zgodziła się na ich udział. Nie zabroniła też panu Januszowi występować na rozprawie w koszulce z napisem “J***ć PiS”. 

Policję w tym procesie karnym reprezentuje st. asp. Grzegorz Kaźmierczak i chociaż zapewniał on, że funkcjonariuszom nie chodziło o ograniczanie prawa do krytyki politycznej, tylko “o używanie słów nieprzyzwoitych”, co jest penalizowane z art. 141 Kodeksu wykroczeń, to opinia publiczna i czytelnicy, którzy zwrócili naszej redakcji uwagę na te sytuację, mają wielkie wątpliwości czy takie zachowanie policjantów nie świadczy o tym, że są bardziej pisowską policją, czy jak to złośliwie nazywają nasi czytelnicy – pisolicją – niż formacją Policji przez duże P.

Każdy może mieć swoje poglądy i je wyrażać, ale jest przepis, który to normuje, nakazując przestrzeganie pewnych norm etycznych i moralnych – mówił. Twierdził, że obnoszenie się z takim napisem “zachęca młodzież do używania wulgarnych słów”. Powoływał się na wypowiedź językoznawcy, prof. Jerzego Bralczyka, który słowo j***ć uznał za jedno z pięciu podstawowych słów wulgarnych w języku polskim – mówił Grzegorz Kaźmierczak.

W sądzie Janusz Ziętkiewicz wyjaśniał, że napis na koszulce i samochodzie to jego forma protestu wobec rządu. Chodzi w niej po Jarocinie od kilku lat, “odkąd PiS przejął w kraju władzę”. Najpierw na koszulce miał tylko osiem gwiazd, ale ponieważ sytuacja w kraju stawała się coraz gorsza pod względem swobód obywatelskich, a wiele osób pytało go, co to znaczy, więc zaczął używać nieocenzurowanego napisu. – Chciałem by mój protest wybrzmiał dosłownie – tłumaczył. Jak twierdzi, nikt go z tego powodu nie ścigał. Wiele razy spotykał patrole policji czy radiowozy, które na to nie reagowały. 

Wyborcza relacjonuje proces.

Problemy Janusza Zietkiewicza zaczęły się dopiero po tym, jak 27 czerwca pojawił się w tej koszulce na odsłonięciu pomnika Jana Szyszki w Jarocinie. W sądzie pan Janusz nazwał pomnik “samowolą budowlaną”. Twierdził, że prowadził tam niemy protest przeciw rządowi oraz “szkodnikowi środowiska naturalnego”, jakim jego zdaniem był minister Szyszko. – Stałem cicho, otoczony kordonem policjantów. Gdy wracałem przez park, podszedł do mnie patrol. Policjanci z ubolewaniem zażądali, żebym się wylegitymował. Tłumaczyli, że dostali taki rozkaz – zeznawał. 

Jarocinianin podał im dokumenty. Po spisaniu został puszczony bez słowa. Po kilku tygodniach dostał wezwanie na komendę. Żądano wyjaśnień i chciano mu wręczyć mandat, ale odmówił jego przyjęcia, jak i składania wyjaśnień. W tym samym czasie inna policjantka chciała mu wręczyć kolejny mandat – za ten sam napis na samochodzie, którym przyjechał pod komendę. Odmówił przyjęcia również tego mandatu. 

Na początku listopada otrzymał z sądu wyrok, wydany bez jego udziału w rozprawie, w trybie nakazowym zapłaty 130 zł: za koszulkę i samochód po 50 zł oraz 30 zł za koszty sądowe. Napisał więc odwołanie.  

Wyjaśniam pochodzenie słowa “jebać”, które w staropolskim języku znaczyło “bić”. – Dlaczego policja mnie nie zatrzymała, ani nie poinstruowała podczas odsłonięcia pomnika, tylko wiele tygodni później?

To, że noszę taki napis, nie oznacza, że jestem człowiekiem niekulturalnym i lubię używać wulgarne słowa. To słowo określające obecny rząd. Protest przeciw bucie, arogancji, skłócaniu narodu i ograniczaniu wolności słowa przez rząd. Nie zgadzam się z tym. To jest mój indywidualny protest – podkreślał.

Adwokat Roman Kornalewicz w mowie końcowej bronił swojego klienta


-Nie chodzi tu o używanie wątpliwych słów. Chodzi o wolność słowa, wolność wyrażania poglądów politycznych, a przede wszystkim prawo do wyrażania ostrego sprzeciwu wobec władzy, która, jak stwierdzają w wyrokach sądy powszechne, narusza prawo i pozostaje w tym bezkarna. Chodzi o odpowiedź na pytanie, czy obywatel może wyrażać swój sprzeciw w takiej formule.

Język ewoluuje i zaczynamy niektóre słowa akceptować w przestrzeni publicznej – mówił. Zacytował wyrok Sądu Okręgowego w Poznaniu z września 2018 roku: “wulgaryzmy stały się tak powszechne, iż można zwątpić w sens kryminalizacji ich używania”.

– W pewnych warunkach takie zachowanie może być uznane za nieszkodliwe. Ma to miejsce, kiedy obywatel sprzeciwia się władzy, która narusza przepisy prawa i pozostaje bezkarna. Proszę sąd, by nie traktował Janusza Ziętkiewicza jak pospolitego przestępcę, tylko prodemokratycznego aktywistę, broniącego swobód obywatelskich.

Przyuczająca się do zawodu Sędziego asesorka orzeka o winie aktywisty

Asesorka sądowa Karolina Kiejnich-Kruk zgodziła się z argumentacją pisowskiej policji i uznała protestującego za winnego. Zmniejszyła jemu jednak mandat karny z 200 do 50 zł, zwalniając również z kosztów sądowych. 

W ustnym uzasadnieniu powoływała się “na kulturę i szacunek do języka polskiego” oraz ochronę dzieci czy młodzieży przed wulgaryzmem. 

Spraw o używanie wulgaryzmów jest bardzo wiele. – Nie ma tygodnia, by takiej nie było. Zwracam uwagę, że nie ma sprzeciwu społecznego wobec karania za wulgaryzmy pospolitych przestępców. Podkreślam, że nieposłuszeństwo obywatelskie wiąże się z gotowością poniesienia kary za ten sprzeciw.

Moim zdaniem sąd nie może być pobłażliwy dla osób, które używają takich słów w kontekście politycznym. Nie chcemy chyba doprowadzić do sytuacji, że bezprawiem odpowiadamy na bezprawie. W jakim kierunku to zmierza? Jeśli taka agresja słowna staje się normą, to czy następna będzie agresja fizyczna? – pytała filozoficznie ucząca się do zawodu Sędziego asesorka.

Będzie apelacja

Po rozprawie Janusz Ziętkiewicz zapowiedział apelację. – Ten wyrok jest niesprawiedliwy, napisany pod dyktando władz – twierdzi. Dodał, że nie spodziewał się wygranej w jarocińskim sądzie. 

– Jestem oczywiście za tym, by protesty odbywały się z klasą, bez używania wątpliwych etycznie słów. Uważam jednak, że w tym konkretnym przypadku pan Janusz, czyniąc to w szczytnym celu, nie powinien zostać ukarany mandatem – powiedział mediom pełnomocnik.

Do sprawy będziemy wracać.

Źródło: wyborcza.pl, zdjęcie: wyborcza.pl

2 komentarzy “Pisowska policja żąda karania za noszenie koszulki z napisem Jeb** PiS. Asesor Sądowy Karolina Kiejnich-Kruk w pierwszej instancji uznaje winę aktywisty.”

Napisz komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Tymczasem na Twitterze:

Pisowska policja żąda karania za noszenie koszulki z napisem Jeb** PiS. Asesor Sądowy Karolina Kiejnich-Kruk w pierwszej instancji uznaję winę aktywisty. https://www.czasfinansow.pl/pisowska-policja-zada-karania-za-noszenie-koszulki-z-napisem-jeb-pis-asesor-sadowy-karolina-kiejnich-kruk-w-pierwszej-instancji-uznaje-wine-aktywisty/

Były szef wydziału drogówki zatrzymany za jazdę po pijanemu https://www.czasfinansow.pl/byly-szef-wydzialu-drogowki-zatrzymany-za-jazde-po-pijanemu/

ZUS rocznie wydaje 50 milionów na pensje dla zatrudnianych radców prawnych, a jednocześnie wydaje miliony na zewnętrze kancelarie adwokackie https://www.czasfinansow.pl/zus-rocznie-wydaje-50-milionow-na-pensje-dla-zatrudnianych-radcow-prawnych-a-jednoczesnie-wydaje-miliony-na-zewnetrze-kancelarie-adwokackie/

Tymczasem na Facebooku:

Zobacz nas YouTube:

Reklama #30

Reklama #15

Reklama #16

ALARM CZASFINANSÓW

Chcesz nam podsunąc temat na reportaż? Oszukał Cię urzędnik? ZUS Cię skrzywdził? Policja i Prokuratura zawiodły? Sąd wydał niesprawiedliwy wyrok? Chcesz zwrócić uwagę redakcji na jakąś konkretną sprawę? Chciałbyś, aby redakcja zainterweniowała społecznie w Twojej sprawie? Zgłoś nam ALARM!

Ostatnie artykuły